Mumie, czaszki, siarkowe wyziewy czyli Kabayan i okolice
4 stycznia 2017
Mumie w Kabayan nie są celem masowej turystyki. Ale my już widzieliśmy wiszące trumny, więc logiczny ciąg dalszy był jeden czas obejrzeć mumię właśnie tam, w Kabayan.
Dogadaliśmy się z kierowcami, którzy wieźli nas z Banaue do Baguio. Za 4000 pesos mieli nas zawieźć do Kabayan i pokazać kilka atrakcji po drodze. Po maratonie poprzednich dni nie było mowy o wczesnej pobudce, ruszyliśmy więc dopiero koło 10. Droga była klasyczna dla północnych Filipin. Siedemdziesiąt kilometrów i grubo ponad dwie godziny jazdy. Serpentyny bez końca. To najwyżej położona droga w kraju, a jej najwyższy punkt znajduje się na wysokości około 2300 metrów nad poziomem morza.





Mumie, do których jechaliśmy, znajdują się w grotach na wzgórzach niedaleko Kabayan. Najstarsze mają ponoć ponad cztery tysiące lat, najmłodsze pochodzą z XI wieku.Najbardziej fascynujące i jednocześnie lekko niepokojące jest to, że proces mumifikacji zaczynał się jeszcze za życia. Delikwent pił bardzo słony napój, a po śmierci ciało było myte, układane w pozycji siedzącej i wędzone nad ogniem. Dym tytoniowy wtłaczano do ust, żeby wysuszyć wnętrzności. Na koniec wcierano w ciało zioła i umieszczano je w trumnie. Tradycja ta zanikła w XVI wieku wraz z hiszpańską kolonizacją Filipin.
Na miejscu czekała nas niemiła niespodzianka. Opiekun mumii pojechał do Baguio i zabrał ze sobą klucze. Pierwsza brama była owinięta łańcuchem, ale bez kłódki, więc pojawiła się nadzieja. Zeszliśmy stromymi schodami do pierwszej groty, ale była zamknięta, a mumie spoczywały w trumnach za kratami. Kolejna grota również okazała się niedostępna. Widząc nasze rozczarowanie, kierowca postanowił zawieźć nas do muzeum, w którym podobno znajdowała się mumia.



Miał tam prowadzić nowy, świetny asfalt. Na początku faktycznie droga wyglądała obiecująco, ale szybko zmieniła się w koszmar. Strome zjazdy, osunięte kamienie, serpentyny i fragmenty, gdzie droga miała dwa wąskie pasy szerokości jednego koła. W pewnym momencie trafiliśmy na ciężarówkę jadącą z naprzeciwka. Z jednej strony ściana skały, z drugiej urwisko. Po kilku minutach nerwowych manewrów udało się przejechać. Jakim cudem, do dziś nie wiem.



Okazało się, że trafiliśmy do niewielkiego oddziału muzeum narodowego. Wstęp był darmowy, eksponatów niewiele, ale była mumia. Za szkłem, dokładnie obfotografowana. Nasza mroczna ciekawość została w końcu zaspokojona.





Potem zrobiło się jeszcze ciekawiej. Kierowca zaprowadził nas przez prywatne posesje, a po drodze minęliśmy napis Mystical Kabayan. Po chwili zeszliśmy po schodach i naszym oczom ukazały się czaszki. Trafiliśmy do Opdas Mass Burial Cave, masowego grobu odkrytego w 1971 roku. Jest tam około stu czaszek, a każda z nich ma od pięciuset do tysiąca lat. Klimat jak z horroru, tylko że całkowicie prawdziwy.








Na sam koniec odwiedziliśmy źródła siarkowe Daclan Sulphur Spring. Siarkę było czuć i widać wszędzie, ale największe wrażenie robiło bulgoczące i dymiące bajoro. Wyglądało jak bramy piekieł i pachniało dokładnie tak, jak można się domyślać. Tym śmierdzącym akcentem zakończyliśmy zwiedzanie północnej części Filipin. Potem już tylko powrót do Baguio, autobus do Manili i samolot na Bohol. Ulga dla nosa.









