Coron: baza wypadowa do raju
11-19 marca 2017
Na Coron postanowiliśmy spędzić kilka nocy i od razu wybraliśmy hotel poza centrum miasta. Padło na Mo2 Westown Lagoon. Do najtańszych nie należał, ale był stosunkowo nowy, bardzo czysty i miał duży basen, a to na Filipinach naprawdę robi różnicę. Samo centrum Coron jest małe i zwyczajnie brzydkie, więc mieszkanie poza nim to bardzo rozsądna opcja. Do „miasta” dojeżdża się tricyclem około 15 minut, koszt to 25–30 pesos od osoby, czyli jakieś 2 zł i mniej niż 0,50 GBP. Minusem był internet. Ogólnie na Filipinach bywa z nim kiepsko, ale na Coron to już dramat. W centrum jeszcze była szansa się połączyć, poza nim praktycznie wcale, a do tego internet był dodatkowo płatny, około 8 zł za 24 godziny i tylko na jedno urządzenie.
W tym hotelu spędziliśmy 6 nocy. Ponieważ byłam wtedy szczęśliwą bezrobotną z zapasem czasu, mogłam sobie pozwolić na dłuższy pobyt na Filipinach niż znajomi. Po ich wyjeździe postanowiłam zostać na Coron jeszcze chwilę dłużej i przeniosłam się do Coron Hilltop View Resort. Standard był wyraźnie niższy niż w poprzednim hotelu, ale cena też ponad połowę mniejsza. Śniadanie było wliczone w cenę, niestety po jego zobaczeniu wyszłam z niego szybciej, niż weszłam, i temat uznałam za zamknięty.
Jak już wspominałam, Coron samo w sobie jest paskudne, za to jako punkt wypadowy na okoliczne wycieczki sprawdza się idealnie. Na każdym kroku działają małe biura oferujące jednodniowe wyprawy. Kto ma więcej pieniędzy, może wynająć prywatną łódkę z kapitanem i zrobić wycieczkę na własnych zasadach. Warto jednak szukać najtańszych opcji, bo ceny są różne, a te biura to głównie pośrednicy. W praktyce i tak ląduje się na tej samej łodzi, razem z ludźmi z innych biur.


































