Ubud i małpi raj czyli z wizytą w Monkey Forest
9-21 Stycznia 2016
Kolejnym etapem mojej wizyty na Bali był osławiony Ubud. Postanowiłam potraktować to miejsce jako moją bazę wypadową. Leży mniej więcej w centrum Bali, a jako że jest to mała wyspa, wszędzie można dojechać.
Hotel znalazłam w centrum Ubud, jak się okazało, zaraz naprzeciwko sławnego Monkey Forest, czyli lasu małp. Już jak jechaliśmy do hotelu to zobaczyłam małpiszony na ulicy, trzeba tam uważać żeby nie rozjechać delikwenta. Po przybyciu do hotelu zobaczyłam plakaty ze zdjęciem wrednej małpy z wyszczerzonymi kłami, i z podpisem, że do hotelu przychodzą małpy i prosi się o nie karmienie ich oraz nie zostawianie rzeczy na wierzchu, ponieważ małpy nie dość że złodziejki, to jeszcze gryzące. Już nie raz mnie małpa użarła więc mnie to nie wzruszyło. Przeważnie przestrzegam zasad ale: „nie karm”, „nie głaszcz”, są dla mnie niewykonalne.
Oczywiście od czego zaczęłam zwiedzanie Ubud? Od wizyty w małpiarni. Małpy czekały już przy wejściu, żałuję, że nie zakupiłam wcześniej bananów. Małpy można karmić, bananami. Na miejscu można je kupić, ale wiadomo, dużo drożej niż w sklepie. Kupić kupiłam, ale nie tyle ile bym chciała, każdej małpy nie poczęstowałam, w sumie by to było trudne bo jak się dowiedziałam, jest ich około 660! Małpy są wszędzie, są rozpuszczone, złośliwe ale też słodkie. Wskakują na ludzi, niektórym to przeszkadza lub się ich boją, ja się czułam jak ryba w wodzie, czym więcej małp tym lepiej. Małpy chyba czuły, że jestem ich wierną fanką, i chętnie na mnie wskakiwały. Niektóre bezinteresownie, chciały sobie posiedzieć, może oczekiwały że je gdzieś podwiozę, były jednak też takie, które od razu rączki pchały do torebki, szukając smakołyków.
Obiekt jest przepiękny, położony w samym centrum miasta a jednak dziki. Jest to nie tylko dom dla małpek, ale także święte miejsce, w którym znajdują się trzy świątynie. Główna świątynia, Dalem Agung, znajduje się w południowo-zachodniej części. W północno-zachodniej części jest świątynia Beji, a ostatnią świątynię Prajapati, znajdziemy w północnej części. Ostatnia świątynia mnie zaciekawiła, a raczej cmentarz który do niej przylega. Jest on używany tylko okazjonalnie, w oczekiwaniu na masową kremację która odbywa się co pięć lat. Tym razem nie udało mi się na to wydarzenie załapać.
Oczywiście nie obyło się bez wpadek i śmiesznych sytuacji. Jedna małpa mnie użarła, na szczęście nie ma tam wścieklizny, poza tym mam komplet rożnych szczepień bo mnie ciągle coś atakuje :), wyczytałam gdzieś, że aż 6% zwiedzających poczuje małpie kły w swoim ciele. Koleżanka z którą byłam, dostała prawego sierpowego od niezadowolonej małpy. Za mało bananów! A to jeszcze nie koniec, w pewnym momencie wskoczyła na mnie przesympatyczna małpa, tak sobie słodko siedziała na moim ramieniu, scena jak z bajki, była, dopóki nie poczułam czegoś ciepłego spływającego po mojej ręce. Tak, małpa mnie oszczała!
















































