Indonezja

Nusa Lembongan

17-21 stycznia

Po dłuższym czasie tułaczki, mieszkania w kiepskich warunkach i zwiedzania, postanowiłam się kilka dni pobyczyć. Ogólnie nie jestem typem plażowiczki, ale tym razem pomyślałam, że kilka dni nicnierobienia i smażenia tyłka na plaży dobrze mi zrobi.

Chciałam uniknąć turystycznej Kuty, pozostałe plaże na Bali podobno też nie powalają, wyspa Lombok jest trochę daleko, padło więc na wyspę Nusa Lembongan. Słyszałam że jeszcze nie jest bardzo turystyczna a piękna. Okazało się, że dojazd też jest dość łatwy. Z Sanur kursują promy i łodzie, ja wybrałam szybką łódź, podróż którą zajmuje tylko 30 min. Jechałam z Ubud więc musiałam się jeszcze jakoś dostać do Sanur, na szczęście znalazłam korzystny transport, bus przyjechał po mnie do hotelu, byłam jedyną osobą więc czułam się jak w taksówce, w Sanur wzięłam szybki prom i 30 minut później byłam już na wyspie. Pozostał jeszcze transport do hotelu, który miałam zapewniony przez firmę promową. Dojazd mnie trochę przeraził, długo jechaliśmy , zwłaszcza jak na taką małą wyspę. Jechaliśmy krętymi drogami, w pewnym momencie z dala od cywilizacji, przestraszyłam się, że chyba utknę w hotelu na te kilka dni. Na szczęście okazało się, że na piechotę plażą, szybciej do centrum niż samochodem.

Zatrzymałam się w Cliff Villas, obiekt miał świetne oceny. Cała willa dla mnie, jak zwykle nie obyło się bez problemów, moja willa miała zepsutą elektrykę i co chwilę wywalało korki. Co obsługa włączyła, to ja dzwoniłam, że znowu siadła. W końcu musiałam się przenieść do innej. Moja willa była mniej więcej pośrodku obiektu, na samej górze był basen, z cudownym widokiem na ocean. Osobiście baseny lubię, ale jak nie mam innej opcji, jeśli mogę się kąpać w oceanie, to na pewno to właśnie wybiorę. Dlatego byłam bardzo rozczarowana, kiedy zobaczyłam pseudo plażę należącą do hotelu. Trzeba jednak przyznać, że basen miał cudowny widok.

DSC02022DSC01978DSC02025

Następnego dnia, postanowiłam szukać szczęścia na innej plaży, po około godzinie marszu, prawie się poddałam, plaże zanieczyszczone, śmierdzące, gdzie ten piękny, biały piasek ze zdjęć?  Poszłam w końcu do centrum, pooglądać, pozwiedzać, tam miejscowi mi powiedzieli, że dwie najlepsze plaże na wyspie to Mushroom Beach oraz Dream Beach. Obie daleko, trzeba dojechać skuterem, tylko, że ja nie potrafię jeździć skuterem! I to pewnie nie bez powodu już cztery razy oblałam egzamin na prawo jazdy. Faktycznie, tam wszyscy na skuterkach jeździli, miejscowi i turyści. Pożyczyć można za grosze, i bez prawa jazdy, ja jednak nigdy nie jechałam na skuterze czy motorze nawet jako pasażer. Postanowiłam się jednak przełamać, i pojechać właśnie jako pasażer, trzeba było tylko znaleźć kogoś kto mnie zawiezie. Okazało się to łatwiejsze niż myślałam. Tam każdy chce dorobić, więc praktycznie każdy kto ma skuter i chwilę czasu,  może podwieźć za opłatą. Pierwszy pan zaśpiewał za dużo, później zapytałam się w sklepiku, czy pani nie zna nikogo, wskazała na koleżankę, szczerze mówiąc to nie chciałam z kobitą jechać. Mnie się ciągle myli prawa z lewą i jakoś nie ufam zmotoryzowanym kobietom 🙂 Nie dość, że zaśpiewała dużo, to jeszcze musiałabym czekać aż odwiedzie dzieciaka do domu. Poszłam dalej, trafiłam do wypożyczalni rowerów i skuterów. Tam dopisało mi szczęście. Pan który tam pracował powiedział, że mnie zawiezie, później odbierze. Co ciekawe, zostawił otwartą wypożyczalnię, z niezabezpieczonymi skuterami  i pojechaliśmy. Na początku czułam lekki stresik, okazało się, że niepotrzebnie. Bez problemów, wywrotki czy spadnięcia ze skutera, dotarłam na plażę. Na pierwszy ogień Mushroom Beach. 

Szczerze? Nie zachwyciła mnie, znalazłam sobie kameralną zatoczkę, gdzie miałam spokój. Plaża znacznie lepsza od hotelowej, ale dość mała, trochę śmierdziało, w wodzie podłoże kamienne. Upał straszny, pierwszy raz nawet w wodzie się pociłam. Pomoczyłam się, poczytałam, i o 16 się zwinęłam. Pan jak obiecał, tak czekał. Jak cudownie było wrócić do klimatyzowanego pokoju.

DSC01998

Kolejny dzień postanowiłam spędzić na Dream Beach. Tym razem postanowiłam iść na piechotę, niecałe 3 km w jedną stronę, lubię łazić, bywało, że się szło i z 30 km dziennie, jednak nie w takim upale! Naprawdę byłam wyczerpana jak doczłapałam na tą plażę, po chwili wyczerpanie zostało wyparte przez rozczarowanie. Ten kawałeczek plaży to plaża marzeń? gdyby nie tabliczka z podpisem: „dream beach”, pomyślałabym, że źle trafiłam. Plaża mała i co było zaskoczeniem, prawie pusta, posiedziałam chwilę i poszłam, długo się siedzieć nie dało, ponieważ nie było gdzie się schronić przed słońcem.

DSC02057DSC02058DSC02059

Podsumowując mój wyjazd na Nusa Lembongan. Nie spełnił moich oczekiwań, byłam pewna,że jadę na rajską wyspę, z pięknymi, piaszczystymi plażami, czystą, błękitną wodą. Nie, tego tam nie ma, myślę, że gdybym umiała jeździć na skuterze, i  była bardziej mobilna, na pewno bym więcej zobaczyła. Patrząc na mapę wyspy, widziałam zaledwie fragment. Pewnie lepszej plaży bym już nie znalazła, bo te dwie o których wspomniałam są ponoć najładniejsze, ale może bym jeszcze odkryła jakieś ciekawe miejsca. 

DSC01982DSC01987DSC01990DSC01992DSC02001DSC02002DSC02004-2DSC02008DSC02009DSC02012DSC02019DSC02031DSC02033DSC02034DSC02037DSC02044DSC02047DSC02050