Filipiny

Coron – Island Hopping C – Malcapuya, czyli jednak istnieje raj

13 marca 2017

Trzynasty tym razem w ogóle nie okazał się pechowy. Wręcz przeciwnie. Wycieczka, na którą się wybraliśmy, absolutnie mnie zachwyciła.

Wybraliśmy opcję C, kosztowała 1200 pesos, czyli około 17 GBP albo około 85 PLN. Tym razem więcej czasu spędziliśmy na łodzi, bo choć odwiedziliśmy tylko trzy miejsca, były one położone dość daleko od Coron. Na papierze może się wydawać, że ta opcja jest mniej atrakcyjna niż A. Droższa, tylko trzy wyspy zamiast siedmiu. Ale jakie to były wyspy. Jeśli tak wygląda raj, to ja się naprawdę nawrócę.

W programie były trzy przystanki:
Bulog Dos Island
Banana Island
Malcapuya Island

Każda z nich inna, każda piękna, a Malcapuya zdecydowanie skradła moje serce. Biały piasek jak mąka, turkusowa woda i to uczucie, że człowiek mógłby tam po prostu zostać.

Pobyt na Malcapuya Island na chwilę zakłócili nam bogaci snobi rodem z Titanica. Przypłynął luksusowy jacht, zacumował niedaleko, a jego pasażerowie byli dowożeni na plażę pontonami. Szampan lał się strumieniami, a liczna obsługa dbała o każdy detal ich komfortu. Na szczęście ten drobny cyrk nie był w stanie zepsuć mi humoru.

Standardowo w cenie był lunch. Wersja wegan raczej skromna, ale zawsze podają świeże owoce, więc właśnie nimi nadrabiam. Przy takich widokach i tak nie da się narzekać.

Podsumowując, wycieczka była absolutną bajką i jednym z tych dni, po których człowiek wie, że decyzja o przyjeździe w takie miejsce była bardzo dobra.