Szamani i wiedzmy w Ubud, śladem „Jedz, módl się, kochaj”
16 stycznia 2016
Ten dzień był dość niezaplanowany. Mój kierowca miał już innego klienta więc nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Chciałam się wyspać, myślałam żeby się pokręcić po Ubud, w końcu iść na słynny central market, zobaczyć tarasy ryżowe. Rozważałam też wynajęcie innego kierowcy, których na ulicach Ubud jest pełno. Chciałam też odwiedzić jakiegoś szamana oraz fabrykę czekolady.
Obudziłam się dość późno, muszę przyznać że się rano grzebałam i wyszłam dość późno. Myślałam żeby odwiedzić szamana Ketuta Liyera, znanego z książki „Jedz, módl się, kochaj”, lub jak kto woli z filmu z Julia Roberts o tym samym tytule. Obawiałam się jednak że Ketut stał się zbyt komercyjny, poza tym nie do końca mu dowierzałam, przepowiedział Elizabeth Gilbert (autorce książki), że będzie miała jedno dziecko, tym czasem pozostała bezdzietna. Raczej się to nie zmieni, biorąc pod uwagę jej wiek, wielkimi krokami zbliża się do pięćdziesiątki. Co prawda niedawna historia pewnej polki pokazuje, że można sobie strzelić bliźniaki nawet po sześćdziesiątce, niemniej jednak postanowiłam poszukać innego szamana których na Bali jest pod dostatkiem.
Wujek Google powiedział, że Tjokorda Gde Rai jest niezły więc postanowiłam go odwiedzić. Znalazłam taksówkarza który za 250,000 IDR miał mnie zawieźć do fabryki oraz do szamana. Zaczęliśmy od fabryki. Teraz mogę już zdradzić, że to nie czekolada mnie interesowała, w fabryce czekolady POD, mieszkają dwa misie, które zostały uratowane przed myśliwymi. Są na tyle miłe, że można je wziąć na kolana. Kocham misie więc nie mogłam przepuścić takiej okazji.
Niestety, to nie był mój dzień. Po dojechaniu na miejsce okazało się że fabryka jest zamknięta (była sobota). Coś mi dziwnie wyglądała, nie widziałam szyldu więc pokazałam jeszcze raz adres i zapytałam czy to na pewno dobre miejsce. Taksówkarz zapewnił mnie że tak. Zła i rozczarowana pojechałam do szamana. Jak się miało okazać kilka dni później, faktycznie byliśmy w złym miejscu. Nigdy więcej przypadkowego taksówkarza z ulicy na Bali. Chociaż do szamana udało mu się mnie dowieźć.
Tjokorda mieszka w bardzo ładnym, dużym, typowym balijskim domu. Zastałam go w „gabinecie”, który się mieścił na zewnątrz. Jak przyszłam już kogoś obsługiwał więc musiałam chwilę poczekać. Kiedy nadeszła moja kolej, kazał mi do siebie podejść i usiąść. Zaczął macać moją głowę, trwało to około trzech minut, po czym powiedział, że jestem nerwowa i to mój główny problem, poza tym jestem zdrowa jak ryba. Następnie kazał mi się położyć na macie i patyczkiem badał moje stopy. W pewnym momencie nacisnął punkt, na wewnętrznej stronie któregoś palca, że aż podskoczyłam z bólu. Wyjaśnił mi, że to właśnie punkt odpowiedzialny za moje nerwy. Skasował mnie 300,000 IDR i powiedział, że niebawem będzie nowa praca. To mnie akurat ucieszyło, bo jestem szczęśliwą bezrobotną, która jednak będzie musiała wrócić do rzeczywistości i pracy.
Po wizycie u szamana taksówkarz odwiózł mnie do Ubud, miałam zamiar połazić po sklepach i wstąpić na market. Znowu moje plany się zmieniły. Postanowiłam sobie zrobić dzień leczniczy i iść jeszcze do Wayan, zielarki o której również przeczytałam w „jedz, módl się, kochaj”. W działanie ziół wierzę, a że człowiek się starzeje i powoli sypie, pomyślałam że kupię sobie kilka ziółek.
Przez to że książka była bestsellerem, również Wayan Nuriasih stała się znana i popularna, po dotarciu do niej okazało się, że albo czekam ponad godzinę, albo wrócę. Postanowiłam wrócić. Ja byłam punktualnie, ona dalej miała klientów, już nigdzie nie odchodziłam, miałam nadzieję, że niebawem mnie przyjmie. Po kolejnej godzinie zobaczyłam światełko w tunelu. Jej asystent posmarował mi przeguby jakimś olejkiem, który podobno miał przyspieszyć krążenie. W końcu Wayan zaczęła mnie badać. Miała skserowaną kartkę z podstawowymi wskaźnikami: krążenie, ciśnienie, cholesterol, trawienie itp. Badając puls wypisywała na kartce co u mnie jest dobre a co nie. I tak mi wyszło że mam dobre ciśnienie, wysoki cholesterol, słabe trawienie, słabe krążenie, i jeszcze kilka innych słabości. Co ciekawe, podobne schorzenia miały dziewczyny które były badane wcześniej. Śmiem się nie zgodzić z jej diagnozami. Jestem niskociśnieniowcem, 90/60 to u mnie norma, cholesterol niedawno badałam i miałam super. Znachorka zaczęła mi mówić czego nie mogę jeść żeby obniżyć cholesterol, np jajka i olej. Albo nie rozumiała, albo nie udawała że nie rozumie, kiedy próbowałam powiedzieć, że ja jajek praktycznie nie jem a oleju i tłuszczu nie używam. Okazało się, że ma jeszcze innych klientów na zapleczu i kazała mi znowu czekać. Po długim czasie znowu wróciła, zaczęła mi czytać z ręki i wypisywać jakieś daty na kartkach. Trwało to wieczność bo ciągle gdzieś wychodziła, z kimś rozmawiała, latała do innych klientów. Jak już skończyła czytać z mojej ręki zaczęła mnie wypytywać o rzeczy z przeszłości. Np miała napisane 16-17, twierdziła,że coś ważnego się w moim życiu wtedy wydarzyło i mówiła mi żebym sobie przypomniała, i tak z każdą datą, na siłę próbowała wyciągnąć ze mnie informacje, czasami już dla świętego spokoju coś ściemniłam a ona mówiła: widzisz? ja to wyczytałam z twojej ręki … a kiedy w jednej dacie powiedziałam, że na pewno nic się nie zdarzyło, powiedziała mi, że musiał zapomnieć i ma to związek z moją słabą pamięcią którą również wyczytała z pulsu.
Ogólnie wyszło, że jestem wrakiem człowieka. Skasowała mnie za diagnozę 400,000 IDR i powiedziała, że mnie może naprawić, za kolejne 5-6 ,000000 IDR. Dziękuję, wolę pozostać tym sklerotycznym wrakiem z podwyższonym cholesterolem. Straciłam tam 4 godziny, sama pseudo diagnoza trwała może 20 min. Wydaje mi się, że może i na ziołach się zna, ale wyczuła kasę, korzysta z popularności i trzepię kasę na naiwnych turystach. Serdecznie odradzam wizytę. „Dzięki temu”, nie miałam już czasu żeby iść na zakupy i na market. Następnego dnia opuszczałam już Ubud, postanowiłam jednak, że wyjadę po południu, na rano wykupiłam jeszcze wycieczkę rowerową z wizytą w tarasach ryżowych. Być w Ubud i nie widzieć tarasów to grzech!






