Z wizytą na czerwonej wyspie – Madagaskar
5 maja 2018
W maju postanowiłam spełnić jedno z moich wielu marzeń i wybrać się na Madagaskar.
Tym razem skorzystałam z usług biura podróży – STA Travel, które jest pośrednikiem sprzedaży wycieczek G Adventure, kanadyjskiego biura dla podróżników. Nie mają oni wakacji all inclusive, ale wyprawy dla rządnych przygody. Dolatuje się zawsze samemu, i spotyka resztę wycieczki na miejscu.
Z Londynu leciałam liniami Kenya Air, których prezesem do niedawna jest polak. Linie średnie, siedzenia obite materiałem jak u nas PKSy, czuć było że są przesiąknięte potem, wybór filmów był znikomy, ale samolot był sprawny a to najważniejsze. Nie ma bezpośrednich lotów na Madagaskar, musiałam więc lecieć do Nairobi w Kenii, i z Nairobi do Antananarywy, stolicy Madagaskaru.
Zazwyczaj nie wymieniam pieniędzy na lotnisku , ale słyszałam, że na Madagaskarze warto więc zaryzykowałam i okazało się że faktycznie, przelicznik jest lepszy na lotnisku niż w kantorze! Kolejka może nie była bardzo długa ale czekałam długo, każdy przyjezdny jest tam milionerem, 1000 zł to prawie milion ariarów.
Nie miałam zarezerwowanej taksówki więc od razu zaczęły się przeboje, wiadomo, że na lotniskach taksiarze zdzierają a ja postanowiłam że się nie dam, w sumie nie zdawałam sobie sprawy jak daleko jest lotnisko, gdybym wiedział to bym się pewnie tak nie targowała, koniec końców pojechałam prywatnym samochodem, może niezbyt rozsądnie samej kobiecie wsiadać do samochodu z obcymi ludźmi, z bagażem, pieniędzmi, w jednym z biedniejszych krajów świata. Na szczęcie zawsze mam więcej szczęścia i rozumu i udało mi się szczęśliwie dojechać do hotelu.
Wjeżdzając do Antananarywy przeżyłam lekki szok, wiedziałam że przyjechałam do biednego kraju ale nie spodziewałam się, że stolica będzie wyglądać tak strasznie. Brud, smród i ubóstwo to mało powiedziane. Człowiek na człowieku, samochody z epoki Flinstonów, rozpadające się domy, bezdomni na każdym kroku. Od razu pożałowałam, że miałam dodatkowe dwa dni na Antananarywę po zakończeniu wycieczki.
Po przyjeździe do hotelu poznałam pilota i towarzyszy podróży, pilot lokalny, grupa międzynarodowa, łącznie 17 osób, głównie Niemcy, Szwajcarka, Australijczycy, jeden Brytol i ja, Polka. Moją współlokatorką okazała się 65 letnia Australijka, jak się później miało okazać, super babka, z lepszą kondycją niż my wszyscy razem wzięci.
Szybka kolacja, prysznic i trzeba było odespać długi lot. Pobudka na następny dzień z samego rana bo przed nami była długa podróż do parku w Andasibe, żeby zobaczyć pierwsze lemury!












