Malezja

Semporna i rajskie plaże Mabul, Sibuan, Mantabuan

Styczeń 2017

Trzy dni wolnego postanowiłam spędzić w Sempornie. Samo miasteczko jest paskudne, jednakże jest to doskonała baza wypadowa na pobliskie wyspy. Raj dla nurków ale też dla tych co lubią posnorkować.

Jechałam jeszcze z 3 dziewczynami z projektu, udało się nam znaleźć prywatny transport, który za rozsądną cenę miał nam tam zawieźć. Problem z transportem publicznym był taki, że nie ma wieczornych kursów, odpadał więc wyjazd po pracy, musiałybyśmy jechać pierwszego dnia, autobus jedzie 6 godzin, więc by były nici z nurkowania. Ostatniego dnia też byśmy nie mogły nurkować, bo autobus z Semporny odjeżdża około godziny 2. Wyszłyby nam 2 dni w podróży i dzień nurkowania, bez sensu. Kierowca za to przyjechał po nad pod dom, po pracy, zawiózł do Semporny, odebrał po 17 ostatniego dnia. Miałyśmy więc 3 dni na nurkowanie!

Ja postanowiłam nocować w Sempornie, miasteczko brzydkie ale mają sporo dobrych knajp z jedzeniem, hotel miał siłownię, basen i tanie masaże. Dziewczyny wolały zostać na wyspie, miałam wymówkę żeby się od nich odłączyć. Przyznam że nie przepadam za tą grupą, nie lubię się przyjaźnić na silę, więc z radością powitałam możliwość odłączenia się od nich 🙂

W planach miałam dzień nurkowania, ewentualnie dwa, pod warunkiem że uda mi się nurkować na Sipadanie, później tzw Island hopping, czyli jednodniowy wypad na kilka wysp, w dosłownym tłumaczeniu to skakanie po wyspach. Sipadan, jest to wyspa która znajduje się w top 10 miejscach do nurkowania na świecie. Dziennie może nurkować tam tylko 120 osób, dlatego trzeba rezerwować to z dużym wyprzedzeniem. Niektóre firmy nurkowe, oferują Sipadan tylko dla tych którzy wykupią u nich 4 dni nurkowania. Ludzi nie odstrasza nawet cena, około 1000 zł za dzień!, 3 zejścia. Nurkowanie na innych wyspach kosztuje około 300 zł. Ze względu na cenę wahałam się, chociaż ludzie którzy tam byli zarzekają się, że watro wydać te pieniądze. Sprawa rozwiązała się sama, nie było miejsc na Sipadan w żaden dzień.

Przyjechałyśmy po 22, zameldowałam się w hotelu, poszłam załatwiać nurkowanie, wstępnie rozmawiałam z firmą z którą nurkowałam rok wcześniej, niestety okazało się, że u nich już nie było miejsca ale przesympatyczna Pani powiedziała, że mi na pewno coś załatwi.

dsc06997

1 dzień

Udało jej się załatwić nurkowanie w Uncle Chang. Tylko dwa zejścia, Kapalai i Sipadan. Trochę się wystraszyłam, bo pamiętałam że nie mają super opinii. Z opóźnieniem wyruszyliśmy na wyspę Mabul gdzie mają swoją stację, noclegownie i sprzęt. Tam znowu ponad godzina czekania, poznałam  sympatyczną francuską instruktorkę, przynajmniej czas mi szybciej zleciał.

Pogoda była średnia, widoczność pod wodą również. Pierwsze zejście było w Kapalai, muszę powiedzieć że mnie nie zachwyciło. Nie wiem czy faktycznie nie było wiele ciekawego do zobaczenia, czy instruktor nie pokazywał. Po pierwszym nurkowaniu znowu wróciliśmy do bazy w Mabul, tam lunch i kolejne czekanie. Pogoda nie wytrzymała i strasznie lunęło. Piękny, błękitny Mabul był nagle szary i paskudny. Przez godzinę lało tak że się zastanawiałam czy wyspy nie zatopi 🙂

Do kolejnego zejścia podchodziliśmy w deszczu, na szczęście nie w ulewie, chociaż w sumie pod wodą to bez różnicy. Znowu szału nie było, nurkowanie przy wraku, z ciekawych podwodnych istot widziałam frog fish, po polsku to chyba żabnica.

Powrót był zaplanowany na 16, oczywiście było spore opóźnienie, źle nie było ale raczej bym tej firmy nie poleciła. Zaczęłam dzień przed 8, zaliczyłam tylko 2 zejścia pod wodę a z powrotem byłam dopiero o 17:30. Tym razem udało mi się zarezerwować nurkowanie przez Sipadan Borneo Backpackers.

2 dzień

Zbiórka o 8, dzisiaj w planach 4 wyspy, 3 zejścia do nurkowania. Najpierw podwieźli nas na przystań gdzie skompletowali mi sprzęt, później było długie czekanie nie wiem na co, chyba na innych ludzi. Wiem że w Malezji inaczej liczą czas, nie spieszą się i opóźnienia są na porządku dziennym, jednak bardzo mnie to irytuje, mogłam np dłużej pospać!

Najpierw pojechaliśmy odwiedzić tzw sea gypsies, czyli morskich cyganów, mieszkających w pobliżu Bohey Dulang.  Nie wiedziałam nawet że się tam wybieramy więc nie maiłam dla nich żadnych słodyczy, a podobno na to liczą. Nie wysiadaliśmy na wyspie, jedynie do niej podpłynęliśmy, cyganie nauczeni że turyści przywożą cukierki, jak tylko zobaczyli łódź to podpłynęli. Parę osób miało jakieś słodycze więc nie odpłynęli z pustymi rękami.

Kolejnym przystankiem była wyspa Bohey Dulang, wyspa należąca do Tun Sakaran Marine Park. Kto miał ochotę mógł wysiąść i zrobić lekki trekking na szczyt, podobno widoki cudowne, ja sobie odpuściłam bo dzień wcześniej padało i było ślisko, a ze względu na kontuzję kolan muszę unikać śliskiego. Co mi się rzuciło w oczy to panowie policjanci z wielkimi karabinami, jeden wyglądał jak malezyjski Van Diesel :). Co ciekawe, można im robić zdjęcia, chętnie pozują, można też sobie zrobić z nimi zdjęcia.

Nurkowanie było bardzo fajne, lepsza widoczność niż poprzedniego dnia, widziałam wielkiego żółwia, niestety, nie dogoniłam go … widziałam też węża morskiego co akurat mnie za bardzo nie uszczęśliwiło, raczej lekko spanikowało.

Kolejnym przystankiem była wyspa Mantabuan, a później Sibuan. Na Sibuan byłam już rok wcześniej i się zakochałam. Maleńka wysepka, prawie niezamieszkała, stoi tam dosłownie kilka chat cyganów morskich, reszta to biały piasek i błękitna woda. Nurkowanie było super, ale aż żałowałam że nie było czasu na plażing z książką.

Po powrocie poszłam zamówić nurkowanie na kolejny dzień, planowo miałam nurkować tylko jeden dzień, maksymalnie dwa, ale znowu mnie wciągnęło! Na następny dzień jechali na Mataking i Pom Pom, lub w to samo miejsce co dzisiaj. Słyszałam że rafa na Mataking jest dość mocno zniszczona, żyjątka też są średnio interesujące, podobnie na Pom Pom. Postanowiłam mieć powtórkę z rozrywki i znowu jechać na Sibuan.

3 dzień

 Rano jak zwykle wyjazd o 8 rano, ale na przystani trzeba było czekać kolejną godzinę. Tym razem postanowiłam lepiej wykorzystać czas i pójść kupić słodycze dla cyganów oraz odwiedzić water village, czyli wioskę na wodzie, a raczej slumsy. Dziwna chyba jestem ale lubię łazić po slumsach i fotografować prawdziwe życie. Ludzie z centrum nurkowego jak zobaczyli gdzie się wybieram i to sama, to kazali lokalnemu chłopakowi iść ze mną. Byłam tam rok wcześniej, ludzie bardzo mili więc nie sądzę że potrzebowałam obstawy no ale nie miałam wyboru, zgodziłam się. Tak jak i rok wcześniej, tak i teraz wszyscy byli przyjaźnie nastawieni, czułam się jak małpa w zoo bo każdy mnie oglądał z zainteresowaniem, niektórzy, zwłaszcza dzieci nie widzieli pewnie białego człowieka, na pewno nie u siebie na dzielni. W drodze powrotnej wstąpiłam i zakupiłam reklamówkę słodyczy dla cyganów.

Tak jak i dnia poprzedniego, cyganie jak tylko nas zobaczyli zaczęli masowo podpływać. Jak jeszcze zobaczyli że mam dla nich wyżerkę, to nastąpiło oblężenie łodzi, nie wiedziałam co robić, rozdawać słodycze czy cykać zdjęcia. Próbowałam multitasking ale mi nie szło 🙂 Ciastka rozeszły się szybko i mogliśmy ruszać do Bohey Dulang.

Wysadziliśmy tych którzy mieli się wspinać na górę, a my popłynęliśmy nurkować. Tu mnie czekała niemiła niespodzianka, dostałam inną piankę do nurkowania, okazało się, że zamek jest zepsuty. Niestety ale sprzęt, zwłaszcza pianki mają w opłakanym stanie, powinni jednak na bieżąco sprawdzać czy się w ogóle nadają do użytku. Już myślałam że nici z nurkowania, ale divemaster i kapitan coś pokombinowali, posztukowali z innej pianki i udało mi się ubrać i zapiąć na słowo honoru. Na szczęście ta niemiła sytuacja nie popsuła mi całego nurkowania. Znowu widziałam parę interesujących żyjątek, moje ulubione wielkie żółwie, tym razem były tak blisko mnie praktycznie mogłam je dotknąć.

Wszystko co dobre szybko mija, ten pobyt również 🙁 Mam jednak nadzieję że tu znowu wrócę 🙂

dsc_2164dsc_2181dsc_2187dsc_2196dsc_2192dsc_2202dsc_2223dsc_2222dsc_2224dsc_2226dsc_2240dsc_2228dsc_2212dsc_2242dsc_2255dsc_2265dsc_2270dsc_2269dsc_2271dsc_2157dsc06989