Niania orangutanów, kolejna odsłona
Styczeń/luty 2017
Tym razem obiecałam sobie że będę systematyczna w pisaniu bloga. Obiecanki cacanki 🙂 Skończyło się jak zawsze. Błogim lenistwem. Jestem już przy końcu mojego wolontariatu, streszczę więc w tym poście co się działo u orangutanów.
Podczas pierwszej rotacji pracowałam w przedszkolu, to udało mi się opisać. Kolejną była praca z dzidziusiami. Tych orangutanów turyści nie widzą, są w specjalnym pomieszczeniu, a ich plac zabaw jest na zapleczu. Dopiero gdy osiągną pewien wiek i pewną sprawność, przenoszone są do przedszkola.
Byłam bardzo ciekawa czy ktoś nowy się pojawił, oraz jak urosły moje dzidziusie z zeszłego roku. Beryl i Bidu-Bidu, zaraz po końcu mojego pierwszego projektu awansowały do przedszkola. Faktycznie, radziły sobie nadzwyczaj dobrze, więc miałam okazję się z nimi spotkać już podczas pierwszej rotacji. Poza tym ekipa była ta sama co w zeszłym roku. Archi, Ospie i Koko, te przesłodkie maleństwa sporo urosły! Dalej są słodkie ale u nich najbardziej widać postępy. Z rozwrzeszczanych brzdąców które średnio chciały łazić po drzewach i bawić się na linach, wyrosły na niezależne, pewne siebie małe orangutany, które już pokazują charakterki. Sepilok, którego rok temu nazywałam półdzidziuś, nic się nie zmienił. Wtedy miał 2 lata, widać było ogromną różnicę pomiędzy nim a w/w trójką. Wydaje mi się, że niewiele urósł, z zachowania nie zmienił się kompletnie nic. Nic nie wydoroślał. Mam wrażenie, że wspomniana trójka jest bardziej dojrzała od niego. Jest cudowny i przesłodki, ale myślę, że to nie jest najbystrzejszy orangutan 🙂 Goman również się nic nie zmienił. Dalej nie lubi ludzi, dalej jest złośliwy i niemiły do innych orangutanów oraz dalej często miewa rozwolnienie :). Dlatego rok temu przezywałam go: Shitman. Wczorajszy dzień potwierdził że jest to idealna ksywka. Narobił Archiemu na … głowę. Biedny Archi musiał być cały myty, a my, mimo że miałyśmy maski na twarzy, o mało nie padłyśmy trupem od tego smrodu.
Rok temu w żłobku był jeszcze Peanut, kiedy przyjechała w tym roku, był właśnie w trakcie awansu do przedszkola. Miałam lekkiego pecha, kiedy podczas mojej pierwszej rotacji byłam w przedszkolu, Peanut był jeszcze w żłobku, kiedy zaczęłam moją rotację w żłobku, on przeszedł do przedszkola. Niemniej jednak, dobrze wiedzieć, że kolejny orangutan świetnie sobie radzi i jest na dobrej drodze do bycia dzikim orangutanem.
Do żłobka przyszły trzy nowe orangutany. Alagoo, już dość duża i niezależna, która myślę że będzie podobna do Beryl. Psotliwa ale mądra. Lubi złapać za kucyka i wyrwać trochę włosów, którymi się później bawi 🙂
Musa, trochę mniejszy od Alagoo, sympatyczny łysol, który jednak też potrafi mieć humory. Nie jest chyba największym fanem chodzenia po drzewach, jak tylko ktoś ze stałych pracowników odejdzie na chwilę. Musa próbuje zejść z drzewa, liny. My, wolontariusze, nie mamy najmniejszego autorytetu u niego. Możemy prosić i grozić a on i tak ma nas w … Wystarczy jednak żeby pracownik tylko na niego spojrzał, a ten dostaje przyspieszenia z powrotem na linę czy drzewo. Pewnego dnia, kiedy zauważyłam, że Musa idzie w moim kierunku, zaczęłam bujać liną, na niektóre orangutany to działa, na Musę nigdy. Tym razem nagle zawrócił, ja już poczułam dumę, że w końcu zaczęły mnie słuchać, że zyskuję ich szacunek. Moja radość była przedwczesna, odwróciłam się i zobaczyłam chichrającego pracownika, który postanowił zrobić mi psikusa. Nie widziałam jak stanął za mną , orangutan zaczął zmykać na jego widok, nie mój! Dodam, że ten człowiek to istny zaklinacz orangutanów. One go uwielbiają, traktują chyba jak jednego z nich, a zarazem bardzo szanują i słuchają.
Ostatnim nowym rezydentem jest uroczy Bakut. Brzdąc ma mniej niż rok, był trzymany jako zwierzę domowe. Szczęście w nieszczęściu, Wildlife Department dowiedział się o tym dość szybko. Zmienia się trochę świadomość mieszkańców, a to jest najważniejsze. Ktoś przyuważył że sąsiad ma orangutana i zawiadomił odpowiednie władze. Bakut miał kota, był tak do niego przywiązany, że weterynarz która była przy jego odbiorze, postanowiła, że biorą też kota. Kot później został odseparowany od Bakuta, ale stopniowo, niestety jak orangutan urośnie to mógłby zrobić kotu krzywdę, jak nie ten to na pewno inny. Podobno nie przepadają za kotami. Kot oczywiście nie został porzucony, tylko wiedzie szczęśliwe życie u pani weterynarz 🙂
Niestety, to już moje ostatnie dni w Sepilok. Pokochałam wszystkie orangutany, ale nie wiem czy jeszcze wrócę na ten projekt. Na pewno wrócę do Sepilok, na pewno chcę dalej pomagać, tylko być może w trochę innej formie niż dotychczas.

Na zdjęciu: Itinban vel Itchy Bum
