Melaka i Nowy Rok w Kuala Lumpur
31 Grudnia 2015
W ostatni dzień roku postanowiłyśmy odwiedzić Melakę, niewielkie, urocze miasteczko, niedaleko Kuala Lumpur. Autobusów jest mnóstwo, jeżdżą mniej więcej co pół godziny, podróż zajmuje około dwóch.
Melaka była kiedyś jednym z najważniejszych portów handlowych w tej części świata, widać tu wpływy portugalskie, holenderskie, brytyjskie i chińskie, z naciskiem na te ostatnie. Jest to zabytkowe miasteczko, wpisane na na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Warto zobaczyć, jeden dzień zdecydowanie wystarczy. Chyba jednym z ciekawszych i popularnych miejsc jest Jonker Street w China Town (chińska dzielnica). My postanowiłyśmy zwiedzać bez konkretnego planu, po prostu szłyśmy przed siebie.



































Oczywiście nie obyło się bez przygód. Nie wiedziałyśmy o której i jakim przewoźnikiem będziemy wracać, dlatego bilet powrotny postanowiłyśmy kupić przed wyjazdem. Nie przemyślałyśmy jednego, dużo ludzi z mniejszych miejscowości chciało powitać Nowy Rok w stolicy i wszystkie bilety były wyprzedane! Oczyma wyobraźni już widziałam się koczującą na dworcu, ale na nasze szczęście spotkałyśmy dwie Rosjanki, które się spóźniły na autobus. Zrzuciłyśmy się na taksówkę, i za w miarę rozsądne pieniądze udało się wrócić do Kuala Lumpur.
Wieczorem wyruszyłyśmy na podbój miasta. Na pierwszy rzut: Bukit Bintang. Bardzo popularna dzielnica, która jednak nie zrobiła na mnie większego wrażenia, tłumy ludzi, hałas, dużo knajp i … stoisko z durianami! Durian to podobno najlepszy owoc na świecie, i najbardziej śmierdzący! Co do tego drugiego to się zgadzam, ale czy najsmaczniejszy? Postanowiłam spróbować, paskudztwo, ciężko określić smak, niektórzy mówią , że smakuje jak psujące się mięso i cebula. Chyba się z tym zgodzę …
Ze smakiem duriana w przełyku podreptałam pod Petronas Towers. Pierwszy raz w letniej sukience miałam powitać Nowy Rok :). W drodze mijałyśmy tłumy świętujących ludzi, wszyscy byli roześmiani, sympatyczni i przyjacielsko nastawieni. Praktycznie każdy miał spray ze sztucznym śniegiem i co chwilę nas „ośnieżali”. Postanowiłyśmy nie być gorsze i też zakupiłyśmy po 3 puszki śniegu. Tuż przed północą dotarłyśmy na plac przed wieżami. 3,2,1 no i mamy 2016. Pokaz fajerwerków i można było iść do domu (hotelu).











