Indonezja

Okolice Ubud, czyli boskie Bali

12 stycznia 2016

Dzisiaj „dzień świątynny”.  Na pierwszy ogień poszła Goa Gajah. Znajduje się ona 6 km od Ubud, oraz 27 km od Denpasar, niedaleko wioski Bedulu. 

Goa Gajah to w dosłownym tłumaczeniu świątynia słoni, których tam jednak nie ma, i nigdy nie było  (goa – jaskinia, gajah – słoń).  Dokładna historia czy czas powstania nie są do końca znane, ale świątynię datuję się na XI wiek. W 1995 roku, kompleks został wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco. 

DSC00406DSC00424DSC00426DSC00451DSC00478DSC00480IMG_6972IMG_6993

Wstęp do świątyni: 15,000 IDR

Wskazówka: Przed wejściem jest mnóstwo stoisk z sarongami, napojami itp. Widząc turystę, kobiety przekonują że trzeba mieć sarong, nawet mając długą spódnicę/ sukienkę. Nie jest to prawdą. Sarong trzeba mieć jedynie jak się ma krótką spódnice czy spodnie. Można go bezpłatnie wypożyczyć przy wejściu.  

Następnym punktem napiętego programu była świątynia Gunung Kawi, która jest kolejną wykutą w skale. Z parkingu trzeba kawałek iść, mijając piękne, zielone pola ryżowe, dżunglę, stragany z sarongami, maskami, kadzidłami, ręcznie robionymi pamiątkami z kokosa. Trzeba pokonać ponad 270 schodów, co w drodze do świątyni nie jest może wielkim problemem, ale w drodze powrotnej już tak 🙂

Również i ten kompleks datuje się na XI wiek, a jego główną atrakcją są wykute w skale kaplice grobowe, które są wyrzeźbione w skałach po obu stronach rzeki Pakerisan. Wysokie na 7 metrów, są najprawdopodobniej dedykowane królowi Anak Wungsu, z dynastii Udayana. 

DSC00484DSC00495DSC00516DSC00539DSC00544DSC00548DSC00551DSC00562DSC00593DSC00597DSC00600IMG_7024IMG_7048

Wstęp do świątyni: 15,000 IDR

Wskazówka: Do tej świątyni najlepiej się wybrać z samego rana, jest umiejscowiona w wąwozie do którego prowadzi sporo schodów. My byliśmy około godziny 11  i żar był nie do zniesienia. Jak dopadłam Panią z kokosami to wypiłam od razu dwa. 

Trzecią atrakcją dzisiejszego dnia była świątynia Tirta Empul. Czytałam wcześniej, że biją tam święte źródła, i że tubylcy przybywają tu by się wykąpać i pomodlić i oczyścić. Również i ten kompleks jest bardzo stary, pochodzi z 962 roku i jest dedykowany Vishnu.

Po dotarciu na miejsce i my zapragnęłyśmy odbyć rytuał oczyszczania. Przyznam, że częściowo kierowała mną chęć zanurzenia się w czymkolwiek zimnym. Wyznawcy hinduizmu przyjeżdżają na ten rytuał głównie podczas pełni księżyca, wtedy ma największą moc. W „normalne” dni taki jak nasz, też bywają ale nie ma tłoku i spokojnie można się dostać do źródeł.

Widząc nasze wahanie i krążenie w kółko, podszedł do nas pewien Balijczyk, w tradycyjnym stroju, przedstawił się jako pracownik. Na Bali każdy jest przewodnikiem, panowie siedzą i czekają na swoje ofiary oferując im oprowadzenie i opowiedzenie historii. Nie mam nic przeciwko żeby sobie dorabiali, ale nie lubię jak ktoś jest nachalny i kłamie (co niestety jest dość częste). Ten jednak był sympatyczny i miły, nie żądał konkretnej kwoty tylko poprosił o „donation”, czyli datek. W zamian miał zorganizować dar dla bogów, powiedzieć jak przeprowadzić rytuał, robić zdjęcia. Uznałyśmy to za uczciwą ofertę. 

Pojawił się kolejny, lekki problem, nie miałyśmy strojów kąpielowych ani bielizny na zmianę, kto by wpadł na pomysł że będziemy się święcić. Do wody i tak trzeba wchodzić w sarongach, które były do wypożyczenia za 15,000 IDR, ale co z bielizną? Postanowiłyśmy iść na całość i zrobić celebrity style, czyli bez bielizny. Trzeba było tylko uważać żeby sarong nie spadł lub się nie rozchylił 🙂

Pan przewodnik jak obiecał, tak zrobił, w trakcie kiedy my się przebierałyśmy, zorganizował dar dla bogów. Później powiedział jak mamy medytować i modlić się (tak, ja się modliłam! kto mnie zna wie, że to rzadki widok). 

Wchodząc do wody odmawiamy wstępną modlitwę, później, pod każdą fontanną płuczemy twarz trzy razy, opłukujemy trzy razy usta, nabierając w nie odrobinę wody i połykamy. Na końcu wkładamy głowę pod fontannę, otwierając oczy aby woda strumień poprawił nasze widzenie. Podczas wykonywania tych czynności mruczymy trzy razy „Om”, co ma pomóc pozbyć się negatywnej energii. Źródła 12 i 13 służą do kremacji, dlatego pod nie się nie wchodzi, o czym jak się okazało mało kto wiedział. 

DSC00713IMG_7128DSC00611IMG_7127IMG_7141DSC00622DSC00629DSC00624DSC00654

Wstęp do świątyni: 15,000 IDR

Przez naszą nieoczekiwaną kąpiel miałyśmy poślizg, nic nie jadłyśmy a jeszcze były dwie świątynie do zaliczenia. Przed odwiedzeniem Taman Ayun, wstąpiłyśmy do lokalnego warungu. Muszę powiedzieć, że jak na razie indonezyjskie jedzenie nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia. Mam ograniczone możliwości testowania, nie jem mięsa, w tym ryb i owoców morza, ale padlinożerna koleżanka jak na razie też nie jest zachwycona. Tym razem był ryż z tempe (wegetariańskie, ryżowe coś), tofu i jakieś warzywa. Niezłe i tanie ale jak wspomniałam, nie rewelacyjne. 

Taman Ayun znaczy „piękny ogród”. Ogród faktycznie jest, ale czy piękny? Ładny, to fakt ale na pewno nie wyróżniał się niczym szczególnym, wręcz mogę stwierdzić, że podczas podróży po Bali widziałam ładniejsze ogrody. Obiekt niemniej jednak ładny, świątynie są jednak ogrodzone i turyści nie mają do nich wstępu. Świątynia jest trochę młodsza od poprzednich, datuję się ją na 1634 rok, poświęcona jest królowi dawnego miasta Mengwi. 

DSC00733DSC00751DSC00784DSC00781DSC00788DSC00759IMG_7187DSC00796

Wstęp do świątyni: 15,000 IDR

Na sam koniec zostawiłyśmy świątynię Tanah Lot. Jest trochę oddalona od pozostałych, znajduje się na południowym zachodzie Bali ale watro tam poczekać na zachód słońca. Świątynia wybudowana została w XVI wieku, na kawałku skały. Wstęp do niej mają tylko wierni, ale można ją podziwiać z placu widokowego i z brzegu oceanu.

Najpierw poszłyśmy na pobliskie wzgórze z którego można podziwiać piękne widoki. Jest też zejście na plażę, i watro na to  poświęcić kilka dodatkowych minut. Oprócz pięknych widoków klifów, świątyni i oceanu, można podglądnąć modlących się wiernych czy lokalnych rybaków zbierających kraby. 

My postanowiłyśmy oglądać zachód słońca z góry, z jednej z kafejek. Plac jest bardzo zatłoczony, poza tym widoczność jest lepsza z góry. Kafejki mają stoliki z naprawdę niezłym widokiem na świątynię. W drodze powrotnej przechodziłyśmy koło kafejki ze słynną kawą luwak. Były też cywety. Co mi się podobało, nie były w klatce. Był też cudny nietoperz, wisiał sobie jak Drakula głową w dół, na specjalnie dla nim zrobionym pręcie. Może odlatywać kiedy chce, jest wolny, ale ciągle wraca bo wie, że dostanie pyszne jedzonko 🙂

DSC00802DSC00811DSC00814DSC00822DSC00827DSC00835DSC00876IMG_7300IMG_7306DSC00863DSC00849DSC00852DSC00881DSC00884

Wstęp do świątyni: 30,000 IDR

Plan został w 100% wykonany, chociaż zajęło to dłużej niż planowałam. Miałyśmy kierowcę, niestety na Bali jest to jedyne wyjście, oprócz wynajęcia skutera. Pomimo braku kolejek przy kasach, trzeba jednak przeznaczyć około godziny na zwiedzanie jednego kompleksu świątynnego. Na Tanah Lot trzeba przeznaczyć więcej (jeśli chce się zobaczyć zachód słońca). Całe zwiedzanie, od wyjścia z hotelu w Ubud, do powrotu, zajęło nam ponad 11 godzin.