Wolontariat z orangutanami, informacje praktyczne
Przyznam szczerze, że mało wiedziałam o Malezji, zawsze kojarzyła mi się z Borneo i orangutanami. Właśnie dlatego zainteresowałam się tym krajem.
Fioła na punkcie zwierząt mam od zawsze, chyba wyssałam to z mlekiem mamy, biologa i miłośniczki zwierząt. Nie wiem dlaczego akurat padło na orangutany, ale to właśnie do nich zawsze miałam największy sentyment, i to je chciałam bliżej poznać.
Życie się tak ułożyło, że zostałam nudną pracowniczką korporacji, ale nie przestawałam myśleć o moich orangutanach. Kiedyś, będąc na targach pracy w Londynie, był przedstawiciel firmy która zajmuje się organizacją wolontariatu, między innymi z orangutanami. Mój zapał nieco ostygł jak zobaczyłam kwotę jaką trzeba na to wyłożyć, nie dość że się nie zarabia, to jeszcze się płaci grube pieniądze za możliwość pracy. Pomysł odłożyłam, ale o nim nie zapomniałam.
Kilka lat później nadarzyła się okazja. Miałam oszczędności, skończyłam pracę więc miałam czas. Postanowiłam jechać do orangutanów. Początkowo miałam nadzieję, że znajdę wolontariat omijając drogich pośredników. Szukałam ludzi powiązanych z orangutanami na linkedin, pisałam do nich maile, pisałam do ośrodków rehabilitacji orangutanów. Niestety, wszyscy odsyłali mnie do pośredników. Poddałam się. Kolejny zimny prysznic nastąpił, kiedy dowiedziałam się, że nie ma bezpośredniego kontaktu z orangutanami, przygotowuje się jedzenie, sprząta, naprawia i buduje, a obserwuje z daleka. A jak tak chciałam dotknąć orangutanka! Nie poddałam się. Szukałam, szukałam, aż znalazłam! Jedyny projekt który pozwala na bezpośredni kontakt z pomarańczowymi ludzikami!
Na mój pierwszy program przyjechałam w listopadzie 2016. Nie zapomnę tego uczucia kiedy po raz pierwszy zobaczyłam orangutana, prawie się popłakałam ze szczęścia. Tak mi się ten program spodobał, że przyjechałam znowu początkiem stycznia 2017. Mój drugi pobyt nie uważam za tak udany jak pierwszy. Dlaczego? wszystko zależy od ludzi. Poprzednia grupa była zdyscyplinowana i wiedziała po co tu przyjechała, głównym celem była pomoc orangutanom. Każdy by chciał wyściskać orangutana ale tego nie robił, bo wiedział, że byłby to krok w tył w procesie rehabilitacji orangutanów. Każdy też poważnie podchodził do swoich obowiązków.
Lokalni pracownicy są fantastyczni, super mili ludzie o wielkich sercach. Wykonują wspaniałą i ciężką pracę. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że orangutany mają tu najlepszą możliwą opiekę. Jeśli ktoś chciałby wspomóc ośrodek, dostępne są wirtualne adopcje orangutanów. Świetna sprawa, ja sama w tym roku jestem wirtualną mamą Bidu-Bidu, rok temu miałam Gelisona. Zainteresowanych zapraszam na poniższą stronę. Można też wpłacić dowolną kwotę.
https://www.orangutan-appeal.org.uk/adopt
Moja obecna grupa nie jest już tak fantastyczna i zdyscyplinowana, nie będę tu szczegółowo komentować, ale myślę że następnym razem będę aplikować na inny typ wolontariatu. Sepilok współpracuje z Orangutan Appeal UK, i mają pozycję wolontariusza który zajmuje się promocją i sprzedażą wirtualnych adopcji, jest łącznikiem pomiędzy Sepilok i Anglią, robi zdjęcia które są później publikowane na facebooku itp. Wolontariat trwa przeważnie 4 miesiące (ale podobno można przedłużyć). Wolontariusz ma zapewnione mieszkanie i dostaje niewielkie pieniądze na życie.
Praca bardzo odpowiedzialna i nie dla każdego, dlatego się trochę obawiam czy podołam. Dobrze mieć doświadczenie w sprzedaży i w publicznych wystąpieniach. Codziennie trzeba zrobić krótki wykład na temat orangutanów, później mile widziane jest zagadywanie turystów, opowiadanie o orangutanach, zachęcanie do wirtualnych adopcji. Duże wyzwanie, ale masz świadomość, że NAPRAWDĘ możesz coś dobrego zrobić żeby wspoóć te cudowne stwory.
INFORMACJE PRAKTYCZNE
Firma która to organizuje nazywa się Travellers Worldwide
https://www.travellersworldwide.com/
Ośrodek w którym odbywa się projekt znajduje się z Malezyjskiej części Borneo, w rejonie Sabah, niedaleko miasta Sandakan.
Sepilok Orangutan Rehabilitation Centre, już od ponad 50 lat ratuje orangutany. Zajmuje się głównie sierotkami, które uczą jak przetrwać w dżungli, ale nie odmówią żadnemu orangutanowi który potrzebuje pomocy.
Program trwa 8 tygodni, nie krócej, nie dłużej. Za każdym razem przyjeżdża 12 wolontariuszy, a w zasadzie wolontariuszek bo przeważnie to babiniec 🙂 Głównie UK i Australia ale zdarzają się też pojedyncze osoby z Holandii, Danii, Niemiec itp. Ze względu na koszty raczej ludzie z zamożnych krajów. Ja jestem chyba drugą polką w historii, chyba, bo nie są pewni, coś kojarzą że chyba ktoś z Polski raz był.
Przed wyjazdem musiałam zrobić komplet szczepień, Hep A i B, dur brzuszny, tężec, a także przedstawić prześwietlenie płuc i zaświadczenie że nie jestem gruźliczką.
Trzeba wykupić ubezpieczenie, znalazłam fajną opcję karty: Planeta Młodych, za 120 zł ubezpieczenie przez Gotham, całkiem niezłe warunki a w dodatku ubezpieczają od wypadków podczas uprawiania sportów ekstremalnych. W dodatku, karta i ubezpieczenie obowiązuje cały rok!
W cenie wolontariatu jest zakwaterowanie i wyżywienie, pokoje 2 lub 3 osobowe. Luksusów się nie spodziewać. Raczej standard -1*. Jedzenie smaczne, ale monotonne, do wyboru różne warianty smażonego ryżu, smażonych makaronów, ponadto kilka dań które podaje się z ryżem, kilka potraw tzw zachodnich, jak kotlet, burger itp. Dla mnie odpada bo nie jem mięsa. Po krótkim czasie ma się serdecznie dość tego jedzenia. Jest kilka miejsc w pobliżu gdzie można zjeść, ale już trzeba zapłacić z własnej kieszeni. Moim zdecydowanym faworytem jest Forest Edge Resort, 700 metrów od kwatery, rewelacyjne jedzenie, pyszne soki owocowe, bez dodatku wody. Można poprosić obsługę, żeby zamiast kurczaka zrobiła potrawę z tofu, nawet jak nie ma tego w menu!
Muszę powiedzieć, że jest dużo czasu wolnego, pierwszy tydzień to aklimatyzacja, ponoć w ten sposób też nas sprawdzają czy jesteśmy zdrowi i czy nie przywlekliśmy jakiejś choroby. W trakcie programu mamy dwa razy wolne po trzy dni, dwa razy po dwa dni, i kilka pojedynczych dni. Nasza 12 osobowa grupa jest podzielona na 3 zespoły/rotacje. 6 dni pracujemy z dzidziusiami, 6 dni z przedszkolakami, 6 dni łazimy po dżungli. Mamy po 2 takie rotacje.
- Dzidziusie. Przygotowujemy mleko, jedzenie, wyprowadzamy je na „plac zabaw”, gdzie pilnujemy żeby uczyły się wspinać po drzewach i chodzić po linach. Sprzątamy ich klatki. Małe dość często mają sraczkę, sprzątanie więc to czysta przyjemność 🙂
- Przedszkolaki. Grupa trochę starszych orangutanów, które mają plac zabaw praktycznie połączony z dżunglą. Wpadać mogą dzikie orangutany, przedszkolaki mają więc okazję poznać nowe osobniki, uczyć się od nich i pokonać własny strach przed nimi. Do naszych obowiązków należy przygotowywanie mleka i jedzenia, sprzątanie klatek, a później pilnowanie żeby się ładnie bawiły na drzewach, linach lub platformie. Nie można pozwolić im bawić się na ziemi, a zwłaszcza w błocie, co niestety uwielbiają. Często są tam pasożyty, na które orangutany nie są odporne.
- Trekking po dżungli. Rano idziemy do dżungli, spalić trochę kalorii i szukać gniazd orangutanów, żeby oszacować populację, tak, orangutany mimo że nie są ptaszkami, budują gniazda 🙂
Czego nam nie wolno! WAŻNE . Nie wolno używać żadnych kosmetyków podczas pracy z orangutanami. Co dla nas jest nieszkodliwe może być szkodliwe dla nich. Orangutany są ciekawskie więc chcą wszystko polizać, wszystkiego dotknąć. Zabronione są więc dezodoranty, kremy, płyny na komary. Słońce praży ale nie można użyć kremu na słońce. Za to trzeba nosić rękawiczki i maskę na twarzy. Mało to komfortowe w takim upale, ale jak trzeba to trzeba. Wyjątkiem jest rotacja gdzie chodzimy po dżungli, wtedy nawet powinno użyć się preparatów przeciw komarom, można też mieć makijaż jeśli ktoś nie chce straszyć pijawek w dżungli 🙂
Nie wolno również przytulać orangutanów, głaskać, poświęcać im zbyt dużo uwagi, największym ich wrogiem jest człowiek, nie mogą się więc do nas przywiązywać. W końcu celem ośrodka jest wypuszczenie orangutanów do dżungli. Trudne to, każdy by chciał przytulać orangutany, ale jesteśmy tu żeby pomagać a nie z własnych, egoistycznych pobudek.
Nie wolno robić zdjęć orangutanom, telefony i aparaty trzeba zostawiać w domu. Wyjątkiem jest chodzenie po dżungli. Powodów jest kilka i trzeba to respektować. W wolnych dniach możemy iść na platformę widokową przeznaczoną dla turystów, w cywilu, mamy wtedy takie same prawa i obowiązki co oni. Wtedy możemy robić zdjęć do woli. Wszystkie moje zdjęcia orangutanów, zamieszczone na tym blogu, facebooku lub instagramie, pochodzą tylko i wyłącznie z tych miejsc.


